Peru jak w mordę strzelił. Cz. III.

Inność.

Przekroczenie granicy chilijsko-peruwiańskiej poszło sprawnie i już wieczorem, w Arequipie, przygarnął nas niesamowity couchsurfer Joga. Niesamowity z dwóch względów. Po pierwsze: był tatuażystą pokrytym dziesiątkami tatuaży, a kolczyk miał w każdym możliwym miejscu. Po drugie i najważniejsze: był chodzącą kopalnią pozytywnej energii. Niemniej płacił za swój wygląd wysoką cenę braku akceptacji. Kiedy chcieliśmy pójść na koncert do tamtejszego klubu, najpierw powiedzieli nam, że nie ma miejsc, a gdy wchodzili kolejni ludzie, sprostowali, że dziwaków nie wpuszczają. W drugim klubie ochroniarz miał dobre serce i…

…dał się w końcu przekonać. Niemniej smutne to, że to, jak wyglądasz, a nie jaki jesteś, jest najważniejszym wyznacznikiem człowieka.

Z weselszych wiadomości należy zanotować, że rynek w Arequipie serwuje najlepsze ceviche w kraju. A cóż to takiego? Jest to genialny wynalazek kulinarny luźno oparty na idei sushi: drobno pokrojone kawałki świeżych ryb, ośmiornic i innych żyjątek morskich marynowane w soku z limonek i przypraw. Do tego neutralna w smaku prażona kukurydza i słodki ziemniak dla kontrastu.

Arequipa jest pięknym miastem, a perłą w koronie jest Konwent Św. Katarzyny. Zwiedzaliśmy to miasto w mieście nocą, we wspaniałym klimacie podświetlanym ogniem w paleniskach.

Opuściliśmy przyjemną Arequipę, by zmierzyć się z potworem, jakim jest Lima. Miasto to mieści w sobie 1/3 populacji Peru i

Slumsy Limy.

te biedne 10 milionów ludzi rozlało się po ogromnym obszarze, tworząc dziesiątki kilometrów betonowej pustyni. Przemieszczanie się z miejsca na miejsce to olbrzymie wyzwanie. Jeśli, nie daj bóg, pomylisz autobusy, cała operacja może zająć 5 godzin, co nam się szczęśliwie udało, przez co zwiedziliśmy olbrzymie połacie stolicy, nieróżniące się specjalnie od siebie. Centrum nie zachwyca, a gej, który próbował mnie poderwać i lokalny oszust nie ubarwili mi specjalnie tego dnia.

Niemniej najważniejsze, czyli CS, znów nas nie zawiódł. Camillo prowadził dom, przez który przewaliło się z 300 osób. On sam nie do końca wie, kogo zaprasza, przez co populacja tego miejsca oscyluje wokół wesołej 10. I tak pod jednym dachem byli Polacy, Amerykanie, Meksykanki, Szwedka, Kanadyjczyk, Wenezuelczyk i Peruwiańczyk. Camillo z wrodzoną sobie inteligencją naśmiewał się ze wszystkich i ze wszystkiego, szydził z naszych narodowości, nie oszczędzając swojej. Pokazał nam ¨dziedzictwo kulturowe¨ narodu peruwiańskiego, jakim jest gremialne upijanie się i lanie po mordach. O ile agresja sama w sobie jest głupia, o tyle w tym corocznym rytuale kryje się ziarno sensu. Albowiem gdy sąsiad uwiedzie twoją żonę, zaorze miedzę i część twojego pola czy obrazi matkę, to złym rozwiązaniem jest chwytanie w afekcie za siekierę. Niech się ten gniew przetrawi i w końcu ulotni w oczyszczającym mordobiciu. Ma to nawet ramy ustrojowe: na ringu znajdują się policjanci, którzy w odpowiednim momencie rozdzielają zwaśnione strony.

Ceviche.

Nam najbardziej do gustu przypadły naparzające się cholity. Dwie walczące kobiety (film) to pokaz czystej agresji i przypadkowych ciosów.

Mieszkająca z Camillo Szwedka opowiedziała nam o ciemnej stronie stolicy, jaką jest prostytucja, w tym dziecięca. Niekoniecznie schowana, nieszczególnie zwalczana, rodzi ból u tych małych istotek i skazuje je na prostytucję na całe życie. Jednym ze sposobów zmiejszenia zjawiska prostytucji jest ograniczenie podaży. Niech sobie ludzie uświadomią, że jak chodzą do burdeli to współuczestniczą w porwaniach kobiet i przymusowym uzależnianiu ich od heroiny. Internet dał doskonały sposób na znalezienie drugiej połówki, kochanki bądź partnerki na noc. Pamiętajmy, że chwile pustej fizycznej miłości w burdelu okupione są cierpieniem innych.

W drogę! W Trujillo mieliśmy równie ciekawy couchsurfing w dość niebezpiecznej dzielnicy, gdzie lokalni radzili po zmroku przemieszczać się szybko. Akurat trafiliśmy na otwarcie baru okraszone pokazem lokalnych piękności w bikini. Poza tym zwiedziliśmy ruiny miasta Chan Chan, w większości kupy piachu, będące pozostałością lokalnej cywilizacji, nietrwałej jak owe konstukcje z piachu. Następnie, rzutem na taśmę, Chiclayo. Muzeum Pana Sipanu było jednym z ciekawszych, jakie widzieliśmy na tej długiej wyprawie. Koniecznie zajrzyjcie!

Ostatecznie udało się nam wyrwać z tej ponurej i przygnębiającej pustyni, jaką jest wybrzeże Peru. Udaliśmy się do przeuroczej miejscowości Chachapoyas,

Międzynarodowe przejście graniczne.

gdzie otoczyła nas zieleń, łagodny klimat i nieziemskie jedzenie. Lokalna ciastkarnia i parilla (grillownia) są obowiązkowym punktem zwiedzania, tak jak obowiązkowe jest zwiedzenie ruin Kuelap. Niesamowita to konstrukcja na szczycie góry. Miasto opustoszało nie w tajemniczych okolicznościach jak Machu Picchu, lecz podczas przemyślanego i zorganizowanego procesu spędzania lokalnej ludności do dużych miast-gett, nad którymi konkwistadorom łatwiej było sprawować kontrolę. To przymusowe przemieszczanie, niewolnictwo i choroby przyczyniły się do ludobójstwa, jakim bezsprzecznie można nazwać to, że w przeciągu dwóch generacji rdzenna populacja licząca 10 milionów spadła do niespełna 2. A tych wszystkich wiadomości dowiedzieliśmy się od przewodnika. Udaliśmy się na zorganizowaną wycieczkę i wtedy to oświeciło mnie, że zwiedzanie bez przewodnika odziera cię z kontekstu. Gapisz się na te puste mury i w sumie nie wiesz, co i jak. To przewodnicy budują nastrój i malują ci obrazy z przeszłości. Wycieczki zorganizowane też są fajne, ale niezorganizowane jeszcze fajniejsze!

Postawnowiliśmy w końcu spróbować stopa do Ekwadoru i o ile nie jest on tu bezpłatny, o tyle tańszy i szybszy, a tego nam było trzeba, bo lokalne pieniądze się nam kończyły. W mieście tuż przed granicą z ostatnich 15 zł udało się nam zapłacić za kolację, poranny transport i przespać się za darmoszkę w garażu firmy transportowej. O 7:00 rano byliśmy na najspokojniejszym przejściu granicznym, jakie widzieliśmy w życiu…

Do następnego razu!

Ps. Kible. W Ameryce Południowej publicznych toalet jest bez liku, czego nie można powiedzieć o europejskiej Polsce. Dobrze, że u nas są choć McDonaldsy.

ZDJĘCIA Z PERU JAK ZWYKLE DOSTĘPNE SĄ TUTAJ (PICTURES).

św. Katarzyna?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s