Boliwia – śmierć człowieka pracy. Cz. II.

Górnicy przy pracy.

Z Uyuni udaliśmy się do Potosi – górniczego miasta położonego na wysokości 4000 m, dawniej centrum hiszpańskiego imperium, dające roczne przychody pozwalające na prowadzenie rozlicznych wojen i utrzymywanie pokaźnej rzeszy artystów. Czasy świetności bezpowrotnie minęły. Pozostała piękna starówka pełna kolonialnych budynków oraz tradycja górnictwa przekazywana z pokolenia na pokolenie.

Metody wydobycia również są tradycyjne. Oprócz dynamitu niewiele nowinek technologicznych zawitało tu od czasów Francisco Pizarro i choć śmiertelność spadła znacząco (praca w kopalniach Potosi była, obok europejskich epidemii, głównych powodem spadku populacji rdzennej ludności), to nadal…

Czytaj dalej

Boliwia dla niebogatych. Cz. I.

Nietrudno tu o dobry obrazek.

Już po przekroczeniu granicy odzyskaliśmy siły nabywcze. Z żebraków przekształciliśmy się w książęta i zaczęliśmy jeść! Myszkując po przygranicznym markecie odnaleźliśmy flaczki – bez majeranku, ale poczuliśmy się swojsko. Kolejnym miłym zaskoczeniem były ceny z przewodników. Okazały się ciut tańsze, co przy radosnej dla nas taniości kraju było dla nas przetaniutkie.

Przybyliśmy do Uyuni, bazy wypadowej na słynne salary. Po mieście kręciła się mocno skacowana młodzież. Okazało się, że spóźniliśmy się jeden dzień na festiwal transowy, odbywający się w niedokończonym solnym hotelu. Niemniej mój mózg nie mógł wyobrazić sobie szalonych harców na 4000 m n.p.m. przy minusowej temperaturze. Odżałowaliśmy straty tym łatwiej, że…

Czytaj dalej