Korale koloru koralowego. Tajlandia cz. III.

Impreza na nabrzeżu.

Z powrotem w Tajlandii. Nocnym pociągiem klasy III-ej, w starym, chińskim stylu doturlaliśmy się do Bangkoku. Podobnie jak w Chinach, tu też podczas całej podróży po wagonach kręcą się panie z koszami pełnymi łakoci, więc jak kiedyś zdyszani i głodni wbiegniecie na peron, walcie prosto do pociągu. W Azji jedzenia nigdy i nigdzie nie zabraknie. Jedzenie jest jedną z głównych rozrywek Azjatów i najbliższa wyżera jest o rzut głosnym bluzgiem.

W Bangkoku znów wylądowaliśmy u Bee i małego Taileka, w domowym, zacisznym nastroju, którego zawsze brak. Kupiliśmy aparat do zdjęć podwodnych, aby…

Czytaj dalej

Tajlandia – piasek… plaża… góry… Cz. II.

Ana i Ester - pokrewne hiszpańskie dusze.

Paszport – długa droga nadwyrężyła miejsca w paszporcie, więc w Bangkoku wystąpiliśmy o nowe, faszystowskie z liniami papilarnymi. Miłe zdziwko, bo ustawowo trzeba czekać 30 dni, a tu już po dwóch tygodniach przyszedł sympatyczny mail z radosną nowiną, że paszporty gotowe i możemy jechać dalej.

Psy pawłowa.
Tajlandia równa się plaża? No właśnie niekoniecznie. Przeuroczym zakątkiem jest górzysta północ z pięknymi miastami, takimi jak Chiang Mai. Tam właśnie znów spotkaliśmy się z Anną i Ester, pokrewnymi hiszpańskimi duszami i wspólnie zażywaliśmy uroków autostopu. Większość z zatrzymanych samochodów to pick-upy, na pace których…

Czytaj dalej