Singapur – to nie jest kraj dla biednych ludzi…

Cenne nagrody do wygrania!

… ale, dzięki znajomym i ludziom z couchsurfingu, przeżyliśmy. Przeżyliśmy bardzo miłe chwile domowych wygód i studenckich imprez, a to wszystko w polskim sosie.

Ale od początku. Już na granicy strach, bo zakazane jest wwożenie masy rzeczy. Niemniej udało się przeszmuglować jedzenie i gaz pieprzowy, choć przyczepili się do scyzoryka i podnieśli mi na chwilę ciśnienie.
Tuż za granicą czyściec, żadnych śmieci, sprawnie działające metro. No, słowem, dobrze zarządzana, mała jednostka administracyjna. Miasto jest miłe w odbiorze i przyjemne do życia. Zieleń upchana w każde możliwe miejsce, transport publiczny sprawny, a ilość samochodów pod kontrolą (na drogę dopuszczanych jest tylko tyle aut, ile z niej zniknęło). Jeśli macie wyobrażenie Singapuru jako wysepki wieżowcow i bloków, to…

Czytaj dalej

Malesia, truly (?) Asia

Chińczycy dzierża w rękach 70 % bogactwa kraju.

No bo truli w serwisach zagranicznych reklamówkami (z chwytliwą piosenką), a na miejscu zastaliśmy co prawda misz-masz kultur azjatyckich (Chiny, Indie, Malezja), ale to, co pokazują na ekranie to albo ściema, albo na Borneo, albo w czasie sezonu. Chciałem przez to powiedzieć, że Malezja nam nic nie urwała (uwaga redaktorska: nasze wnioski wysnute zostały po podróży po półwyspie).

Ale od początku. Przypłynęliśmy do Pulau Langkawi, archipelagu 99 wysp i pierwsze, co rzuca się w oczy, to brak młodzieży innej, niż ta z rodzicami. Malezja jest dla doroślejszego turysty z dziećmi. Ale to nieważne! CS był ciekawy. Zabrał nas na imprezę, gdzie można było zobaczyć malezyjskie multi-kulti w akcji. Obserwujący Hindusi, afrykańscy studenci tańczący ramię w ramię z arabskimi, do tego skandynawscy turyści zagadujący Malajów. Pierwsze wrażenie: wspomniane multi-kulti działa tu doskonale. Po śledztwie wyszło jednak, że nie do końca…

Czytaj dalej