Polska Ambasada w Boliwii. Cz. IV.

Pocztówka z Boliwii.

W La Paz spotkaliśmy się z oficjalnym ambasadorem Polski na terenie Boliwii – Szymonem Kochańskim. Placówka nie jest uznawana przez rząd polski, zapewne z powodu zazdrości, bo jest to najprzyjaźniejsza ambasada, w jakiej byliśmy. Na wstępie uraczyła nas kielichem o 8 rano, a wieczorem, z pozostałą częścią polonii, spożywaliśmy. Gadka się kleiła i robione przez nas pierogi też.
Szymon, jak przyjechał na wakacje, tak się rozkochał w Boliwii i w swojej anielsko dobrej dziewczynie. Po 3 latach miłość do kraju trochę klapła, bo przyszło żyć w tym latynoamerykańskim państwie dłużej, to i absurdów i biurokracji się naoglądał. Niemniej Szymon zafundował nam jazdę bez trzymanki i ogląd tego kraju przez szkło mędrca.

Dla przykładu, prezydent Evo Morales – najdłużej urzędujący prezydent (na 200 lat historii kraj ten miał 200 rządów), jest człowiekiem zdecydowanie zmieniającym zdanie. Na zeszłe Święta, dokładnie w dniu Wigilii…

Czytaj dalej

Ameryka pełna f(i)estiwali. Boliwia cz. III.

Cholity w czasie fiesty.

Sucre.
Miłość, miłość, miłość! Zakochaliśmy się w tym mieście od pierwszego wejrzenia. Temperatura optymalna, architektura piękna. W końcu oczy mogły odpocząć od tych prostokątnych, ceglanych, nieotynkowanych paskudztw z wystającymi na zaś zbrojeniami, których pełno w pozostałych miastach (nigdy nie wiadomo, kiedy dobuduje się pięterko). Relatywna cisza i tylko stare autobusy bez katalizatorów trują tą sielankową atmosferę. Rynek, na którym siedzieliśmy 3 dni, jest pełen frykasów: kiełbaski chorrizo, salcesonik, i sałatki owocowe.
Największą zaś atrakcją było święto wyzwolenia Sucre. Wieczorem koncert, a za dnia wielki pochód z orkiestrami, tańcami i przebierańcami. Tylko prezydenta nie zobaczyliśmy, bo…

Czytaj dalej