Mój Ekwador ulubiony, ulubioonyyy… Cz. I.

Jezus wyzwolony!

Na granicy La Balsa byliśmy już o 7:00 rano. Na próżno, gdyż ta otworzona została o 9:00. Po przejściu na drugą stronę i załatwieniu formalności okazało się, że mamy czekać jeszcze 3 godziny, aż nasz drabinowóz zawiezie nas do najbliższej sensownej mieściny. I tak z wolna chłonęliśmy ten leniwy charakter przejścia na końcu bitej drogi. W Zumbie okazało się, że jeden autobus odjechał 30 minut temu, następny za 3 godziny. Tradycyjnie udaliśmy się więc na rynek, by odkryć tylko jedno działające stanowisko. Na dodatek przytrafiła się nam od razu ciekawostka, bo…

Czytaj dalej

Reklamy