Niekonieczny koniec

Odwiedziliśmy Urugwaj zwany Szwajcarią Ameryki Południowej. Tak jak inne określenia typu Wenecja Azji czy Paryż Antarktyki – nijak się nie miało do tego kraju. Niemniej gdyby już chcieć się dopatrzeć podobieństw, to chyba zbiorem wspólnym byłby spokój, bezpieczeństwo i stosunkowo wysoki poziom życia obywateli oraz zabezpieczenia socjalne, na które stać zazwyczaj kraje europejskie. Najlepszym przykładem stabilności była starsza para Argentyńczyków, która zabrała nas na stopa. W Argentynie przeżyli trzy kryzysy, które trzy razy wyczyściły ich z oszczędności. Przeczuwając nadejście kolejnej katastrofy ekonomicznej postanowili na starość osiedlić się w Urugwaju.

Urugwaj - tradycja i nowoczesność

Urugwaj – tradycja i nowoczesność

Czytaj dalej

Argentyna bogata tym, co ukradnie tata. Cz. I.

Tani transport publiczny w Buenos.

W drodze do Ameryki Południowej mieliśmy międzylądowanie w Nowej Zelandii, gdzie jak zwykle w 10 minut złapaliśmy stopa do Auckland, zabraliśmy rzeczy odzyskane z Christchurch (utknęły tam po trzęsieniu ziemii) i bez problemu złapaliśmy kolejnego stopa na lotnisko. Rodzinka, która nas zabrała, nawet tam nie jechała. Po prostu mieli czas i nieodłączny u Nowozelandczyków uśmiech. Liznęliśmy najlepsze na świecie lody Kapiti i ruszyliśmy w 12-godzinną podróż przez nie wiem ile stref czasowych.

W Buenos Aires utknęliśmy na lotnisku z powodu braku klepaków, którymi można płacić w autobusie. Po uciułaniu kilku monet ruszyliśmy transportem publicznym do naszego gospodarza. W ten sposób już po pięciu godzinach byliśmy na mięsnej uczcie. Sól, pieprz i niebo w gębie! Widać, w czym Argentyńczycy się specjalizują, choć…

Czytaj dalej