Tajlandia – piasek… plaża… góry… Cz. II.

Ana i Ester - pokrewne hiszpańskie dusze.

Paszport – długa droga nadwyrężyła miejsca w paszporcie, więc w Bangkoku wystąpiliśmy o nowe, faszystowskie z liniami papilarnymi. Miłe zdziwko, bo ustawowo trzeba czekać 30 dni, a tu już po dwóch tygodniach przyszedł sympatyczny mail z radosną nowiną, że paszporty gotowe i możemy jechać dalej.

Psy pawłowa.
Tajlandia równa się plaża? No właśnie niekoniecznie. Przeuroczym zakątkiem jest górzysta północ z pięknymi miastami, takimi jak Chiang Mai. Tam właśnie znów spotkaliśmy się z Anną i Ester, pokrewnymi hiszpańskimi duszami i wspólnie zażywaliśmy uroków autostopu. Większość z zatrzymanych samochodów to pick-upy, na pace których…

Czytaj dalej