U Polonusów – Znaki na Niebie

DSC_3816Czas nieubłaganie wypchnął nas z przytulnego Lago Puelo i postawił znów na drodze. Stop szedł sprawnie i już po godzinie byliśmy w Bariloche. Miejscowość ta przypomina bawarskie miasteczko. Środkowoeuropejski klimat i zawieruchy historii przyczyniły się do osadnictwa niemieckiego w tych okolicach. Szybki „tour de ciudad” i magiczny kciuk wibrujący niepokojąco zabrał nas dalej drogą siedmiu jezior (Ruta de Siete Lagos). Malownicza to droga, którą wieńczy bajecznie wyglądające w nocy miasteczko San Martin de Los Andes.
Przyjęła nas tam couchsurferka Cecylia i jej mama Krystyna, będące potomkiniami Polaka, który w okresie międzywojennym wyemigrował do Argentyny za Chlebem. Krysia, pozytywnie wykręcona hippiska, wybrała się w końcówce lat 70-tych w poszukiwaniu korzeni do Polski. Wiza nie do końca była turystyczna, więc i bez obostrzeń okresu komunizmu. Dwa miesiące w Polsce wspomina jako niesamowicie sympatyczną przygodę, podczas której…

Czytaj dalej

Reklamy

Najpiękniejszy cud świata

Ściana lodu.

Z żalem opuściliśmy Chile i przekroczyliśmy granicę z Argentyną. Człowiek przyzwyczaił się do dobrego, zwłaszcza szybkiego stopa. Nic to, najwyżej przyjdzie nam czekać… 5 minut na autostop dokładnie do celu – El Calafate, bramy do lodowca Perito Moreno. Rozejrzeliśmy się po mieście żyjącym li tylko z turystyki, bo, jak dowiedzieliśmy się od naszego kierowcy, 20 lat temu żyło tu 500 ludzi, a dziś 15.000. Ten nagły napływ spowodowany jest jeszcze większą falą turystów chcących obejrzeć tego olbrzyma trzymającego w sobie jedne z największych pokładów wody pitnej. Ciekawostką jest fakt… Czytaj dalej

Argentyna zza okna. Cz. II.

Prowincja Misjones jest pełna imigrantów zza Buga.

Czas na wyrwanie się z wygód miasta. Rano dokulaliśmy się ciufcią w okolice bramek na autostradzie i zaczęliśmy „robić kciuka„ (hacer dedo – autostop po argentyńsku). Słyszeliśmy różne opinie o jego funkcjonowaniu. Wielogodzinne oczekiwanie to norma. Jakże mile zaskoczył nas więc brazylijski tirowiec, który już po pół godzinie wyrwał nas z okowów niepewności.

O 21 w nocy wylądowaliśmy na stacji benzynowej, gdzie obsługa, ku naszemu zdziwieniu, nie pozwoliła nam rozbić namiotu. Zbici z tropu ruszyliśmy na drugą stronę drogi. Tam sympatyczna pani…

Czytaj dalej