Indonezja – Indie na pół gwizdka. Cz. I.

Po wybuchu wulkanu Merapi.

W nazwie Indonezji kryją się Indie i to doskonale widać. Pomimo dominacji islamu, chaotyczne, brudne Indie wyłażą spod cienkiej warstwy nauk Mahometa. Indonezja nie posiada takich ekstremów, jak Hindustan, więc miłość i nienawiść do tego kraju nie osiąga aż tak dużych amplitud. Miejsce to nie pozostawia jednak odwiedzających bez wyraźnych odczuć…

Brudno. No bo jak może być czysto w kraju, który nie posiada kanalizacji, jest przeludniony, a świadomość ekologiczna w powijakach? Niby usprawiedliwieniem jest fakt, że ludzie wpierw zaspokajają podstawowe potrzeby, a dopiero później myślą, np. o ekologii. Ja jednak uważam…

Czytaj dalej

Pa!Mir – żegnaj świecie cywilizowany… Tadżykistan cz. II.

Najlepsza noclegownia w Khorogu.

Khorog – miasto brama do Pamiru: ledwo zamieszkałej, górskiej krainy Człowieka Śniegu.
Tutułowe zdanie wymaga wyjaśnienia. Ludzie w Pamirze są wykształceni, władają wieloma językami (rosyjski, tadżycki oraz języki sąsiednich dolin). Związek Radziecki wyrwał ich z epoki średniowiecza. Zapewne wyrwał z korzeniami. Niemniej ludzie ci cenią sobie oświatę, jaką zaprowadzili Rosjanie. Pomyślmy, czy my cieszylibyśmy się bardziej z tańcowania oberka w XXI wieku, czy z elektryczności, samochodów, dróg (nawet tych kiepskich) oraz okna na świat, jakim było radio i telewizor?

Back to Khorog. Nazwa przypomina jakieś miasto orków i po części gród ten zamieszkany jest przez ryczące, ziejące alkoholem górskie stwory. No cóż, w tym mieście nie ma co robić. My jednak zaliczyliśmy częściowo przymusowy relaks z przeintelektualizowaną bandą Polaków (pozdro chłopaki! czy wróciliście na Noszach?), po czym…

Czytaj dalej