„Jeśli nie wierzysz w Boga, nie wierzysz w siebie, a kiedy uwierzysz w siebie, możesz przenosić góry”

Kapitan Tomasz Lewandowski

Dnia 13.07.2012 na morzu zmarł kapitan Tomasz Lewandowski – wielki żeglarz, wielki człowiek. Opłynął samodzielnie świat dookoła: pod prąd, na przekór wiatrom, na łódce, którą sam sfinansował i sam poskładał.

Ale nie ten wyczyn był dla mnie miarą jego wielkości. Był on wielki swoją madrością, bo trzeba Wam wiedzieć, że nie ruszył w swój wielki rejs dla miejsca w Księdze Guinessa lecz płynął, by lepiej poznać siebie i pełniej zrozumieć otaczający go świat.

Tomek był domorosłym filozofem pochłaniającym setki książek. Ten samotny rok na morzu poświęcił na rozmyślaniach o naturze ludzkiej i boskiej. Bóg zaś miał miejsce specjalne w sercu kapitana, gdyż wierzył on w jego moc sprawczą. „Jeśli nie wierzysz w Boga, nie wierzysz w siebie, a kiedy uwierzysz w siebie, możesz przenosić góry”. Z tą maksymą w sercu spełnił swoje marzenie i planował spełniać kolejne. Niestety…

Czytaj dalej

Reklamy

Przystanek Austral.

Stało się! Stało się to, co miało się stać. Opuściliśmy Chile właściwe, które rozpuściło nas przełatwym autostopem, couchsurferami w każdym mieście i ryneczkami pełnymi owoców oraz warzyw i zapuściliśmy się w owianą legendą Carrterę Austral (Drogę Na Południu). Ten w większości szutrowy trakt wije się przez ponad 1000 kilometrów w terenie nadal z rzadka zamieszkałym przez człowieka. Opowieści o godzinach czy dniach czekania na stopa w jednym miejscu nie napawały nas optymizmem. Uzbroiliśmy się więc w najlepszy uśmiech, w kieszenie napchaliśmy pozytywnych myśli i rozesłaliśmy prośbę wici do bóstw i świętych autostopu…

„Bez Was nie możemy jechać dalej!”



Czytaj dalej

Magiczne wyspisko.

Wyspa Chiloe – mityczny statek zacumowany u brzegu Chile. Miejsce przepełnione magią i legendami. Autonomiczny twór u boku chilijskiego węża. Nasłuchawszy się opowieści o pięknie i inności tego miejsca udaliśmy się tam pełni nadziei…

Pierwszy dzień zassał nas w piękny zakątek wyspy. Postanowiliśmy poddać się nadprzyrodzonym siłom w pełni i gdy w trakcie stopa poznaliśmy młodego wyspiarza, który też „robił kciuka”, zbrataliśmy się i postanowiliśmy dołączyć się do wyprawy w odludny zakątek jego macierzy. Miejscówka była niestety tak odludna, że nie było szans na złapanie okazji, a słaba pamięć kolegi…

Czytaj dalej

Niemieccy imigranci.

„Niemieccy imigranci” brzmi w dzisiejszych czasach jak oksymoron, bo oprócz emerytów osiedlających się w egzotycznych krajach czy młodych ludzi spędzających przygodę życia w Australii, to raczej setki tysięcy obcokrajowców spragnionych lepszego bytu puka do Niemiec bram.

Klub Niemiecki w Puerto Varas.

A to było tak! 200 lat temu przeludniona Europa szukała miejsca, gdzie można by ten nadmiar zesłać. Nowo powstałe kraje Ameryki Północnej i Południowej były do tego idealne. Słabo zaludnione, bo wyludnione przez konkwistadorów, były głodne nowych rąk do pracy. W tym czasie Chile…

Czytaj dalej

Graffiti a akupunktura, czyli jak się żyje w hobbitowie.

Spytacie, co wspólnego ma graffiti i akupunktura? Zupełnie nic. No nie zupełnie. Jest taka mała chilijska osada, która skutecznie opiera się pośpiechowi współczesnego świata. Villarica nad jeziorem o tej samej nazwie jest cichym i spokojnym miasteczkiem, gdzie przyjęła nas przesympatyczna para Paola i Jorge. Zamieszkaliśmy w ich domu dla hobbitów, gdzie oddawałem się czołobitności niskim progom. Żyliśmy ich hobbickim trybem życia z małymi troskami i wielką radością życia. Tu każdy dzień był okazja do odwiedzenia kogoś z rodziny albo sąsiada na „krótką” godzinkę – ot tak, by pogadać o niczym szczególnym. Samo miasto ma utalentowanych grafficiarzy, których dzieła możesz obejrzeć tu.

A co do akupunktury, to sympatyczna amerykanka Pat, która też z nami przebywała w ramach CS, miała moc specjalną w rękach. Potrafiła nimi leczyć. I o ile akupunktura kojarzy się z igłami, ta była psychicznie przyjemna, bo energię naszych ciałach pobudzała Pat palcami. I tak bóle pleców od ciągłego tachania plecaka przeszły jak ręką odjął. Wiara w czary mary czyni cuda. A sama wiara w samego siebie potrafi uczynić cię wszechpotężnym.

ZDJĘCIA Z HOBBITOWA (PICTURES).

Czary mary!

Hip! Hip! Hippisi!

Tęczowy uścisk.

No i udało się! Po półtora roku, od kiedy nasz couchsurfer Kiarash z Iranu opowiedział nam o Rainbow Gathering i średnio intensywnych poszukiwaniach nasz przyszły couchsurfer z Villarrici wyskoczył z propozycją udania się w okoliczne góry na ten dziwaczny zjazd brudasów. Bo czym jest teoretycznie owe Tęczowe Zgromadzenie? Idea jest stara jak hippisi. Ludzie zbierają się w jednym, odległym od cywilizacji i bogatym w naturę miejscu. Przez księżycowy miesiąc starają się żyć zgodnie z ową naturą, bez pieniędzy, w systemie ekonomicznym przypominającym barter. Tyle od strony technicznej.

Od strony praktyczniej wygląda to mniej więcej tak:
Po wdrapaniu się na stromą górkę ujrzeliśmy pierwsze namioty rozbite to tu, to tam, a z oddali dochodziły nas…

Czytaj dalej

Czajnik elektryczny, a czemu nie samochód?

A to było tak! Podczas całej naszej podróży co i rusz pojawiał się temat samochodów elektrycznych. Ta idea śledzi mnie od dłuższego czasu zwłaszcza, że nie jest to jakieś science fiction, jak lot na Marsa. To się dzieje tu i teraz (tak naprawdę już 100 lat temu były samochody elektryczne). A czemu akurat samochód elektryczny? Bo jest to idea rewolucyjna! Zmiana w życiu każdego z nas byłaby przeogromna.

Wyobraźmy sobie miasto, gdzie każdy jeździ wyłącznie samochodem elektrycznym. To ustawiczne buczenie, warkoty i ogólny tumult, który panuje w każdym mieście zaniknąłby. Metropolie stałyby się ciche. Żyłoby się jak na wsi, gdzie…

Czytaj dalej