Najpiękniejszy cud świata

Ściana lodu.

Z żalem opuściliśmy Chile i przekroczyliśmy granicę z Argentyną. Człowiek przyzwyczaił się do dobrego, zwłaszcza szybkiego stopa. Nic to, najwyżej przyjdzie nam czekać… 5 minut na autostop dokładnie do celu – El Calafate, bramy do lodowca Perito Moreno. Rozejrzeliśmy się po mieście żyjącym li tylko z turystyki, bo, jak dowiedzieliśmy się od naszego kierowcy, 20 lat temu żyło tu 500 ludzi, a dziś 15.000. Ten nagły napływ spowodowany jest jeszcze większą falą turystów chcących obejrzeć tego olbrzyma trzymającego w sobie jedne z największych pokładów wody pitnej. Ciekawostką jest fakt…
…że jest to jeden z niewielu lodowców na świecie, który napiera wbrew globalnemu ociepleniu (większość lodowców niestety topnieje w oczach). Napiera on z niebywałą jak na twór raczej statyczny prędkością 2 metrów na dzień.
Przeszliśmy się po mieścinie, by stwierdzić że pamiątki to możemy sobie co najwyżej na wystawie pooglądać. Poocieraliśmy się trochę o luksusowych turystów korzystających z biur turystycznych organizujących wycieczki do Argentyny i udaliśmy się na pole namiotowe w cenie boliwijskiego hotelu.

Orzeźwiająca kąpiel.

Następnego dnia z samego rana szybkie 2 stopy i jako jednym z pierwszych tego dnia ukazał się nam majestat lodowej masy. Lodowiec mruczał i trzeszczał przebudzony, by w niewidoczny sposób zacząć swój codzienny marsz. Tłum turystów gęstniał, a my uciekaliśmy w coraz to dalsze zakamarki labiryntu antresol. Bóg lodu poirytowany intruzami zesłał zimy deszcz i te małe mróweczki uciekały pod ochronę dachów. Przestał. Wypełzliśmy, a bóg łaskawy uchylił nam nieba i oświecony promieniami słońca ukazał nam swoją niebiańsko niebieską dostojność. Skrząc się nieziemskimi odcieniami błękitu i turkusu machnął na nas od niechcenia wielkim kawałkiem lodu, który runął w otchłań jeziora posyłając fale. Cud nad cudy. W naszej przesyconej atrakcjami przygodzie udało się znaleźć coś, co wywołało zachwyt i podniosło ciśnienie ciekawości.
Z powrotem w mieście udaliśmy się obejrzeć lokalną atrakcyjkę, jaką był rezerwat ptactwa, po czym wróciliśmy do niewygód namiotu, by z rana ruszyć w kierunku kolejnej atrakcji Patagonii.


Czekaliśmy na skrzyżowaniu otoczeni bezmiarem niczego, w oddali domostwa dodawało otuchy i towarzystwa. Kolejne samochody mijały nas obojętnie, gdy wtem na pobocze zajechał wypasiony wóz terenowy. Takie z zasady spisujemy na straty… Przywitała nas uśmiechnięta para, a kosmiczna chemia zagrała od razu. Oboje byli już dojrzali, ale biła z nich siła ciała i ducha. Tajemniczym balsamem okazała się miłość. Ten wiek nie kojarzy się z miłością, na którą się chucha i dmucha i stara tak mocno, a jednak! Oni tą świeżą miłością emanowali, nierzadko onieśmielając nas, młodych, swoim miłosnym żarem. Oboje utracili swoich poprzednich partnerów, a internet pozwolił im się odnaleźć. Nam z kolei pozwolił odnaleźć się los i tak bardzo polubili nas, a my ich, że zaproponowali nam dalszą podróż z nimi. Zwiedziliśmy Park Narodowy Los Glaciares z legendarnym szczytem Fitz Roy, gdzie pełno jest pięknych szlaków do spacerów, choć tak naprawdę nie mogliśmy się doczekać dalszej drogi z nimi. Rzadko zdarzają się ludzie, z którymi możesz gadać i gadać przez setki patagońskich kilometrów. Nawiązała się między nami nić przyjaźni i przy kolejnym rozstaniu zaproponowali kolejne godziny i setki kilometrów razem. Kiedy nasze drogi w końcu się rozeszły, żegnaliśmy się wiedząc, że jeszcze się kiedyś zobaczymy. I tak udało nam się zobaczyć najpiękniejszy cud świata, jakim jest miłość. Miłość, która nie zna ograniczeń.

Argentyna ropą STOI


Ropa. Pędząc przez Patagonię co i rusz widać maszyny mozolnie wypompowujące z ziemi ropę, ale paradoksalnie ujrzycie również olbrzymie kolejki na stacjach benzynowych. Wynika to z tego, że rafinerie znajdują się na północy, tysiące kilometrów od miejsca wydobycia. Każdego dnia dziesiątki cystern kursuje w te i wewte, by zaspokoić wakacyjne zapotrzebowanie na benzynę.
I tu naszła mnie myśl: prądu nie trzeba wozić cysternami! Prąd podróżuje kablami, a dzisiejsza technologia może go w sposób ekologiczny produkować na miejscu przy pomocy turbin wiatrowych czy paneli fotowoltaicznych. Jeszcze jeden punkt dla samochodów elektrycznych. Już nie mogę się doczekać ich masowej produkcji. A tymczasem autostop najbardziej ekologicznym środkiem transportu (zaraz za rowerem oczywiście).

ZAPRASZAMY DO GALERII (PICTURES).

Drobne różnice poglądowe.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s