Święta, święta i po świętach!

Z sałatką polską w Nowy Rok.

Jako że zbliżają się święta Wielkanocne, my wspomnimy słowem ostatnie Boże Narodzenie. Przyfarciło się nam wówczas okrutnie, bo na Święta wynalazłem Czecha, którego namierzyli również Ola i Marcin z Wrocławia. Ów Pepiczek sympatyczny zgrał nas w świąteczną zgraję. Boże Narodzenie 2010 spędziliśmy w muzułmańskiej części Tajlandii w obskurnym hotelu z karaluchami, więc te chcieliśmy bardzo-ale-to-bardzo spędzić w domowej atmosferze. Tako też sobie wykreowaliśmy, bo i Polacy byli i dania swojskie łącznie z naszymi ulubionymi pierogami z kiszoną kapustą, za którą należy podziękować…

…niemieckim kolonizatorom w Chile. Ola i Marcin ze swej strony przywieźli torebkę z tradycyjnym barszczem czerwonym Winiary, bez którego wiadomo – Świąt nie ma. Popiliśmy, kolędy pośpiewaliśmy i o pasterkę zahaczyliśmy. No dwoma słowami: udało się, zaliczone!

Samo Santiago, w którym przyszło nam spędzić święta to nic specjalnego. 6-milionowy moloch spowity spalinową mgłą, który pożera większość czasu wiadomości swoją wzmożoną przestępczością. Wczłapaliśmy się na punkt widokowy, rzuciliśmy okiem na bezmiar budowli umilony okolicznymi górkami, a dnia następnego magiczny kciuk zabrał nas do Talci, gdzie niby nic nie ma, ale… Ale są fajni couchsurferzy!

Płonie las, a nie ognisko.

Miasto nijakie, ale zwiedziliśmy ogród botaniczny z taką różnorodnością kur i kaczek z całego świata, że aż by się chciało każdej spróbować. Poza tym poznaliśmy rodzinę rastafarian, którzy wychowują dwójkę dzieci na bardzo fajne chłopaki. Niemniej taki alternatywny styl życia w kapitalistycznym Chile nie popłaca. Tutaj nie ma nic za darmo. Młody chciałby pograć w piłkę w młodzieżowym klubie, ale rodziców na to nie stać. Dzieci uczą się w domu, bo publiczna szkoła to porażka, a prywatna, jak wiadomo, kosztuje fortunę. Tak więc, choć ludki z nich przeurocze i dobrze wychowane, to życiowy wybór rodziców skazuje dzieci na pewną marginalizację.

Miasto Chillan zasługuje na krótką wzmiankę. Krótką, albowiem jedyną ciekawostką jest tutaj modernistyczna katedra w kształcie jaja. Stara czeka na wyburzenie po ostatnim trzęsieniu ziemi. Miasto jest nieciekawe właśnie dzięki owym trzęsieniom ziemi, które odwiedzają ten region dość regularnie, za każdym razem ujmując nieco starej architektury. Generalnie piękno Chile przeciwważają katastrofy naturalne: tsunami, wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi – co tylko chcesz. My osobiście otarliśmy się o pożary trawiące setki hektarów lasów podczas tego wyjątkowo suchego lata. Stopując na autostradzie do Concepcion otaczały nas szaro-bure chmury dymu i płomienie z wolna sunące w niszczycielskim natarciu. Żywioł ten, jak się później okazało, pochłonął życie kilkunastu strażaków,

Z zaskoku.

bo silniejszy wiatr może ten pełzający kataklizm zamienić w pędzącą apokalipsę. Wiedz więc człowieku, puchu marny: jeszcze tej ziemi nie ujarzmiłeś.

Pomimo tych wydarzeń szczęśliwie dotarliśmy do Concepcion, gdzie przyszło nam spędzić Nowy Rok. Miasto znów takie sobie, a wręcz mniej niż przeciętne, jednak nic to, bo większość czasu spędziliśmy w małym, przytulnym domku naszej couchsurferki nieopodal lasu. Nierzadko podczas tej podróży dom CSa, jak i jego osobowość determinowały nasz generalny stosunek do miasta. Tak też było tym razem. Spokojna, zrelaksowana atmosfera nieodległego gaju przypominała poligon we Wrzeszczu (dla wtajemniczonych nie dźwięczy tu dysonans). Przesmaczna, dopiero tu odkryta kiełbasa zwana longanizą oraz park dinozaurów, na który się przypadkiem natknęliśmy zostawiły nam miły ślad w pamięci.
Co zaś się tyczy samego Sylwestra to przeżyliśmy szok kulturowy. Zastawiony jedzeniem stół, winko i kulturalne rozmowy bez tańców. Toast o północy przeoczyliśmy, bo właśnie podawano żarło. Generalnie brakowało nam znajomych mord w oparach alkoholu, petard, które są tu nielegalne i ogólnej atmosfery narastającego chaosu.

Psy. Kundle w Chile są wszędzie. Nie ma programów sterylizacji, a próby odstrzału spotykają się ze społecznym sprzeciwem. Tako też każda dzielnica ma swoich włóczących się pupili. Winni są w dużej mierze ludzie, którzy psy najpierw przygarniają, a gdy już się nimi znudzą – wypędzają.

Nie oddam kurczaka!

Stanowią stały element krajobrazu tego kraju, zazwyczaj niegroźny, choć potrafią śledzić cię w nadziei na jakiś ochłap jedzenia, a raz grupa kilkunastu przybłęd próbowała pozbawić nas kurczaka.

Psy II. Policja cieszy się tu szacunkiem i poważaniem. Masz problem – wal jak w ogień, a o łapówce zapomnij. W Chile zastosowano system rotacyjny: co 2 lata policjant musi się przeprowadzić do nowego miejsca. W ten sposób nie tworzy się sieć zależności i kolesiostwa.

Kawa z nogami.
Pomysł był taki: kelnerki w kusych mini przyciągają klientów do kawiarni. Pomysł się sprawdził. Ktoś jednak poszedł dalej i ubrał kelnerki w bikini. Cztery razy dziennie na dany sygnał kazał im się rozbierać i przez minutę robić striptiz dla klientów. Jeszcze lepiej – kupa klientów! Ale po co to wszystko? W którym kierunku to zmierza? Ja mam dość bycia bezsensownie rozpraszanym przez panią w bikini próbującą zachęcić mnie do kupna cementu. Pewnie, że się będę gapił, tylko po co? Nie zakocham się, nie zagadam, tylko się rozproszę, dlatego seksowi w reklamie mówimy stanowcze: ”NIE!”

ZDJĘCIA DO WGLĄDU DLA ZAINTERESOWANYCH (PICTURES).

Muzeum Nauki i Techniki - stare, ale jare!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s