Wenezuela – ZŁO, ZŁO, AGRESJA!!!

Wszystkiego najlepszego, Hugo!

Już przekraczając granicę czuliśmy się olani przez oficjeli, a ludzie pytani na ulicy o kierunek, obojętnie wzruszali ramionami.

Dojechaliśmy do Meridy, gdzie potajemnie zamieszkaliśmy w akademiku u pary sympatycznych, couchsurfingowych pedałów. Już po przybyciu jedno z pierwszych pytań było o Chaveza. Bo nie da się ukryć, że ten kolorowy prezydent rozsławił Wenezuelę niczym Łukaszenko Białoruś. Niemniej w tym przypadku obraz nie jest tak czarno-biały, jak u naszych wschodnich sąsiadów. Opozycja trzyma się całkiem mocno, a wybory są uczciwe, pomijając fakt, że…

…większość mediów nieprzychylnych prezydentowi została w ten czy inny sposób uciszona. W zamian w telewizorze można oglądać słynne audycje władcy, podczas których Hugo, niczym jego mentor Fidel, oddaje się wielogodzinnym ¨pogaduchom z narodem¨, przy czym widz może tylko słuchać, a on tłumaczy mu obszernie swoje poczynania.
A jest się z czego tłumaczyć. Dlaczego chciał wszcząć wojnę z sąsiednią Kolumbią, choć sam wspiera potajemnie kolumbijskich partyzantów? Dlaczego rozdaje miliardy z ropy zaprzyjaźnionym dyktatorom z Białorusi, Kuby czy Zimbabwe, gdy miliony jego własnych ludzi żyją w ubóstwie, a infrastruktura wygląda marnie? Czy wspieranie dogorywających dyktatur, by tylko utrzeć nosa Stanom, warte jest poświęcenia jego obywateli?

Hugo Chavez utrzymuje się u władzy dzięki ciekawemu połączeniu, jakim jest bogactwo państwa, wynikające z wydobycia ropy i biednej masy ludzi, która przez lata grosza z tego bogactwa nie widziała. Hugo chojnie sypie z kasy najuboższym w postaci dopłat do żywności (markety z dotowanymi produktami pierwszej potrzeby), otwiera szkoły i szpitale w dzielnicach slumsów. Bez mrugnięcia okiem okrada za to bogatych, przykładowo zmuszając ich nowym prawem do sprzedaży posiadłości potencjalnemu chętnemu bez dachu nad głową za bezcen, gdy tych posiadłości mają więcej niż jedną. O ile chavezowe idee redystrybucji bogactwa mogą być słuszne, o tyle aparat administracyjno-urzędniczy pożera po drodze lwią część pomocy. Łatwy pieniądz z ropy rodzi korupcję. Ta gangrena oplata rurociągi transportujące pieniądze, a zwykły obywatel może tylko nacieszyć wzrok nowymi amerykańskimi SUVami, którymi sunie socjalistyczna arystokracja.

Wozy dla ludności.

Maluczcy zaś dalej suną paliwożernymi krążownikami z lat 60-tych i 70-tych, bo ropa tu bajecznie tania i tak, jak u sąsiadów na wyspie Kuba, tak i tu można podziwiać te antyczne automobile na co dzień. Cieszą oko do tego stopnia, że możemy przymknąć jedno na aspekt ekologiczny, bo 20-30 litrów ropy na setkę to norma.

Wróćmy jednak do tego socjalizmu XXI wieku i porównajmy go z naszym, zaprzeszłym. I tak: obsługa w sklepach niemiła, choć to prywatne sklepy. Transport kuleje, choć teoretycznie jest konkurencja, a paliwo pratycznie za darmo. Obcokrajowców traktuje się obcesowo, bo wiadomo – kapitalistyczny szpieg. Niemniej są i zalety tego modelu, wynikające z tego, że Chavez swoją władzę bazuje na mniejszościach, więc prawa Indian, homoseksualistów czy biednych są porównywalne z krajami rozwiniętymi. Niemniej wszystko opiera się na konfliktowym myśleniu ¨My kontra oni¨ i szczuciu na siebie poszczególnych grup społecznych. Stąd zapewne tak wysoka przestępczość i niska kultura osobista.
W tym miejscu przytoczymy historię zaprzyjaźnionego Fina, który został obrobiony w Wenezueli dwukrotnie w ciągu miesiąca. Tako też udał się on pewnego popołudnia w mieście Maracaibo do sklepu z sokami. W pewnym momencie wkroczyła dwójka uzbrojonych panów, obrobiła Wenezuelczyka, który wcześniej wypłacił z bankomatu pieniądze, po czym czując, że los się do nich uśmiechnął, oni odwzajemnili uśmiech do naszego kolegi skulonego w kącie i poprosili o turystyczne dewizy, oraz telefon i kamerę. Rzecz działa się o 14:00 w centrum miasta.

Nie czując się lubiani ni chciani, tą niechęcia zostaliśmy bardzo szybko wypchnięci poza kraj i gdy po trzech dniach ujrzeliśmy uśmiechniętych Kolumbijczyków, poczuliśmy ulgę.

Epilog. Już w Kolumbii na campingu couchsurfera poznaliśmy Wenezuelczyka tak pomocnego i miłego, że ostatecznie kraju i jego ludzi nie spisujemy na straty. Ale muszą się poprawić, to pewne.

Kraina 1000 lodów. W mieście Merida znajduje się lodziarnia oferująca setki smaków, w tym czosnkowy, hamburgerowy, tuńczyk czy mięso. Nie są dobre, więc po co?

Galerii zdjęć w tym odcinku nie będzie, bo i fotografować nie bardzo było co.

Wenezuela - kraj wielkiego postępu.

Advertisements

3 thoughts on “Wenezuela – ZŁO, ZŁO, AGRESJA!!!

  1. Mmmm dawno mnie tu nie było ale miło sie wraca:D ostatnio widziałem w sklepie konkurencje klapki kubooto:P konkurencja nie spi ale wiem ,że jestescie bez konkurencyjni:-) Jesli chodzi o wenezuele to slyszalem ze panuje tam moda na plastyczne upiekszanie własnego „ja”:) Czy to prawda:D?

    • podobno prawda, choc sami nie sprawdzalismy – za krotko tam bylismy 🙂 niemniej operacje plastyczne to ogolny trend w tej czesci swiata. W koncu z Wenezueli pochodzi najwiecej miss swiata 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s