Boliwia – śmierć człowieka pracy. Cz. II.

Górnicy przy pracy.

Z Uyuni udaliśmy się do Potosi – górniczego miasta położonego na wysokości 4000 m, dawniej centrum hiszpańskiego imperium, dające roczne przychody pozwalające na prowadzenie rozlicznych wojen i utrzymywanie pokaźnej rzeszy artystów. Czasy świetności bezpowrotnie minęły. Pozostała piękna starówka pełna kolonialnych budynków oraz tradycja górnictwa przekazywana z pokolenia na pokolenie.

Metody wydobycia również są tradycyjne. Oprócz dynamitu niewiele nowinek technologicznych zawitało tu od czasów Francisco Pizarro i choć śmiertelność spadła znacząco (praca w kopalniach Potosi była, obok europejskich epidemii, głównych powodem spadku populacji rdzennej ludności), to nadal…

…górnik schodzący pod ziemię może liczyć na 10 do 20 lat życia. Na spokojną emeryturę nikt tutaj nie liczy. Górnicy zrzeszeni w kooperacjach po 5 do 10 osób dłubią sobie kilofami to, czego konkwistadorzy nie zdążyli wydobyć, wdychając trujące opary.

Istnieje możliwość odwiedzenia tego smutnego miejsca – bądź z wycieczką, bądź szwendając się koło szybu. Polecamy to drugie rozwiązanie, bo wycieczka, na której byliśmy to żenujący cyrk, a my występowaliśmy w roli klaunów. Poza tym jest to męczarnia klaustrofobicznych, zapylonych przestrzeni, która jednakowoż daje wyobrażenie ciężkich warunków pracy. Człowiek automatycznie uświadamia sobie, jakież to szczęście, że pracuje w białych rękawiczkach, a jedynym niebezpieczeństwem jest przygrzmocenie w klawiaturę, gdy przyśnie się z nudów.

Jedną z ciekawostek jest wspomniany w poprzednim artykule kult El Tio (tłum. – wujaszek, odpowiednik polskiego Boruty). Pod ziemią nikt nie modli się do Pana Boga.

Uczennice w trakcie fiesty.

ZJego moc tu nie sięga. Tu diabeł rządzi. On ma większą władzę i z nim lepiej trzymać sztamę, składając ofiary z papierosów, liści koki i 96% wódy, którą delektuje się miejscowa ludność.

Opuściliśmy to miejsce z mieszanką podziwu dla górników i poczuciem zażenowania zachowaniem przewodników. „Sam czasem czuję taką silną, wewnętrzną potrzebę chwycenia za kilof i zejścia pod ziemię”, ale skubanie turystów jest łatwiejsze, więc wolę tylko sobie tak pogadać. Robienie z tego jakiegoś durnego, amerykańskiego show z taką dozą „luzu”, że się pod ziemię można zapaść ze wstydu (roznegliżowany górnik w czapce Świętego Mikołaja).
Za to polecamy film związany z tematem ciężkiej pracy pod tytułem „Śmierć człowieka pracy”.

Samo Potosi jest przyjemne. Codziennie jakiś festyn czy parada, kino za 4 zł i przyjemny deptaczek. Tą idyllę może zburzyć pewnego dnia wyczerpanie się kopalnianych zasobów, już i tak dość biednych. Potosi po raz kolejny w swojej historii może się wyludnić (w XVII wieku 200.000, na początku XX wieku 30.000, aktualnie 150.000 mieszkańców).

W Potosi możesz kupić dynamit zupełnie legalnie – uciecha dla piromanów. Ów dynamit, oprócz wspomnianych wcześniej funkcji, używany jest na wszelkich manifestacjach, których tutaj bez liku.

W pewnym hotelu dla lokalnej gawiedzi ktoś próbował dostać się do naszego pokoju. Szczęściem kłódka była im nieznana i tylko się biedaki napiłowali niepotrzebnie.

KOLEJNA CZĘŚĆ ZDJĘĆ Z BOLIWII DOSTĘPNA JEST TUTAJ (PICTURES).

Klaun.

Reklamy

One thought on “Boliwia – śmierć człowieka pracy. Cz. II.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s