Nowa Zelandia – a pod dywanem… Cz. III.

Raj wytrzęsiony.

No właśnie. Co jest pod dywanem Nowej Zelandii? W poprzednich wpisach odmalowałem ją jako krainę szczęśliwości, bezproblemowy raj. Tym wpisem postaram się przywrócić balans i pokazać różne odcienie szarości.

Przestępczość.
Istnieje i, zaskakująco, Nowa Zlelandia ma największy procentowo (tuż po USA) odsetek populacji siedzący za kratami.
Głównym problemem są narkotyki – te legalne (coś, jak dopalacze) i nielegalne: marihuana i bardzo niebezpieczna metaamfetamina. Ta ostatnia zwłaszcza stanowi problem, gdyż…

…wyniszcza organizm, jest wysoce uzależniająca i powoduje agresję, która często kończy się odsiadką.
A kto siedzi za kratkami? Głównymi (50%) lokatorami w więzienia są Maorysi, a następnie różnej maści imigranci. Przyczyną tak wysokiej przestępczości wśród oryginalnych mieszkańców wyspy jest ukryte wykluczenie ze społeczeństwa i brak perspektyw, czyli te wszystkie czynniki, które pchają młodych imigrantów w Europie czy USA w matnię przestępczości. Bynajmniej nie usprawiedliwiam, bo determinacja i edukacja pozwoli każdemu osiągnąć sukces.
Pomimo tych groźnych statystyk, Nowa Zelandia jest krajem wysoce bezpiecznym, do tego stopnia, że policja musi przypominać kierowcom o zamykaniu samochodów na klucz.

Raj wytrzęsiony.
Przed przylotem, w naszych głowach mieliśmy obraz Nowej Zelandii jako spokojnej, zielonej krainy mlekiem i miodem płynącej. Ta kraina obfituje również w trzęsienia ziemi (15.000 rocznie) i wulkany. Raj osadzony na uskoku tektonicznym i w tzw. pacyficznym kręgu ognia (od Japonii po Hawaje). I o ile aktywność wulkaniczna może być piękna (kolorowe skały, źródła termalne), o tyle aktywność sejsmiczna to jeno zniszczenia i pożoga.
Centrum Christchurch leżało w gruzach. Sam wjazd lekko pofalowanym asfaltem był wstępem do zawalonych domów i kościołów. Supermarkety wyglądały jak splądrowane, a ludzie, o dziwo,

CS w Blenhaim.

w całkiem dobrych nastrojach, jak by zdeterminowani, by życie toczyło się swoimi dawnymi torami. Turyści albo pouciekali, albo przyszli z pomocą, albo skorzystali z nowo powstałej usługi autobusów obwożących po zniszczonym mieście.

My sami ewakuowaliśmy się na północ, już za pomocą cudownie działającego autostopu. Wylądowaliśmy u wesołej CS rodziny w Blenhaim. Taplaliśmy się u nich w muzyce (Led Zeppelin, Pink Floyd, Tool) granej z płyt winylowych na potężnych głośnikach. Obiadki, gadki, winko i Monthy Python. Rodzinnie, ale z jajem, więc smutno opuszczać.
Pochodziliśmy jeszcze po parku Abel Tasman, takim z dupy „raju na ziemi”, co to się lokalni zachwycają, a potem ostatni CS na południowej wyspie z Maorysem.

Maorysi.
Oryginalni imigranci, którzy, w przeciwieństwie do Aborygenów i Indian z Ameryki Północnej, utrzymują się na powierzchni i stanowią zdrowe 15 % społeczeństwa (i im rośnie). Przetrwali jako nacja, ale już kulturowo ulegli sporej asymilacji. Może potrafią mówić po maorysku, ale nawet między sobą komunikują się po angielsku. Praktycznie, gdyż angielski ma bogatsze słownictwo, a poza tym na co dzień trzeba funkcjonować w angielskojęzycznym społeczeństwie. Niemniej ci sami Angole zaimplementowali w kulturze, a zwłaszcza sztuce, maoryskie wzornictwo oraz nazewnictwo. Większość Maorysów ma wytatuowane ramiona (tradycyjnie tatuowano twarze, co w dzisiejszych czasach jest niepraktyczne),

Maoryska rodzina.

a bardzo popularna drużyna rugby All Blacks przed niektórymi meczami wykonuje przerażający taniec wojenny haka. Młodzież wymieniła swoją kulturę na gangsterskie pozy rodem z czarnej Ameryki, łącznie z faktyczną gangsterką.
Summa summarum, pomimo niższej roli w społeczeństwie, Maorysi, jako nacja, radzą sobie dość dobrze i mają coraz większy wpływ na losy swojego kraju.

„Tijo, trijo, tru lu lu lu lu. Tutaj ptasie radio w brzozowym gaju, Nadajemy audycję z ptasiego kraju.”
Maorysi też byli imigrantami i też nie wzbudzili zachwytu wśród lokalnych… ptaków. Pewnie nie wiecie, ale oryginalnie, tysiąc lat temu, Nowa Zelandia była krajem ptaków. Żadnych ssaków (ok, jeden typ nietoperza), jakiś gad, płaz. Przyjechał człowiek, zjadł wszystkie moa (lokalny struś), którymi żywiły się potężne orły (wymarły). Przywiezione szczury siały zniszczenie w nieprzygotowanym na to biosystemie. Potem biały człowiek przywiózł własne szczury, oposy i króliki, które pogłębiają obraz zniszczenia. Niemniej nadal wokół ciebie lata masa ptaków. Oposy tymczasem wkomponowują się w okoliczny asfalt, a na króliki możesz polować do woli – im więcej, tym lepiej.

Ciekawostki.

Powyżej była jedna o ptakach. Prawda, że ciekawe?

Języki obce. Nowi Zelandczycy nie znają specjalnie języków obcych. Dla wielu z nich koncept europejski (przekraczasz granicę i ktoś mówi w języku ci nie znanym) jest co najmniej ciekawy. W szkole mają do wybory francuski i… japoński.

Mało śmieci. Starają się być ekologiczni, ale prawda jest taka, że ich jest strasznie mało, więc nie są w stanie zarzucić swego kraju śmieciami. Niemniej daje ci to tak przyjemne uczucie, że jak na trekkingu widzisz papierek, podnosisz go. Nienawykli do czystości turyści robią jednak to, co nie udaje się lokalnym i zaśmiecają ten kraj.

NOWE ZDJĘCIA DOSTĘPNE SĄ TUTAJ (PICTURES).

Ptasi raj!

Reklamy

One thought on “Nowa Zelandia – a pod dywanem… Cz. III.

  1. ja mam dwuletni plan emigracji na Nowa Zelandie, i te szarosci jakos nie wydaja sie straszne. Teraz tez mi trzacha na Tajwanie~

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s