Aleśmy się Bali! Indonezja cz. II.

Tradycyjne przedstawienie.

Zmęczeni podróżą, postanowiliśmy zrobić sobie wakacje na Bali i Gili. Pech chciał jednak doświadczyć mnie gorączką zwaną denga. Jest to choroba przenoszona przez prążkowane komary. W Azji jest tak powszechna, jak u nas grypa. Każdy kraj, od Chin do Indonezji, ostrzega swoich mieszkanców przed tą, potencjalnie śmiertelną chorobą. Jak zwykle więcej osób ginie w wypadkach samochodowych, niż przez dengę, ale żartów nie ma.

Co to takiego ta denga? Odmian choroby jest wiele i każdy reaguje inaczej. W moim przypadku zaczęło się od totalnego osłabienia, potem goraczka i ból głowy, a ostatecznie stan ‚bezczucia’. Oprócz wspomnianej głowy i uporczywego swędzenia nie czułem nic: ni głodu, ni pragnienia. Straciłem czucie w ciele i tylko mocne uszczypnięcie dawało uczucie czucia. Trzeciego dnia, w drodze do ubikacji, zemdlałem i…

…głową wyhaczyłem w zlew – szczęściem bez uszkodzeń (zlewu ni głowy).
Tu dygresja. Podczas naszego 10-dniowego pobytu u Xawiera, przesympatycznego Francuza, dwukrotnie spadły duże kawałki dachu (to nie my!), takie naprawdę zabójcze, uszkodziliśmy prysznic i zapchaliśmy kibel. Niemniej zamiast relegacji, Xawier upodobał sobie nasze towarzystwo i vice versa.
Po omdleniach zdecydowaliśmy się na szpital, który mnie nie wyleczył (z dengi wychodzi się samemu), ale przynajmniej zdiagnozował chorobę, wzmocnił wycieńczony organizm i zainkasował grubą kasę. Po wydobrzeniu jeszcze z 2-3 dni czułem obręcz na moim mózgu, a inteligencja własna była mocno osłabiona. Czułem się jak najgłupsze dziecko w klasie. Tak więc, jeśli wybieracie się w tropiki – uważajcie. My straciliśmy dzięki chorobie tydzień.

Kolorowy hinduizm jest wszędzie.

Bali.
Jeśli chcielibyście zobaczyć, jak wyglądałaby Indonezja, gdyby nie islamizacja i chrystianizacja, przyjedźcie koniecznie na Bali.Kolorowy hinduizm jest wszędzie. Świątynki na każdym kroku, ceremonie tuż za rogiem, a ofiarowania dla duchów walają się pod nogami. Bali jest piękne architektonicznie i kulturowo. O ile Indonezyjczycy to bardzo miły i pomocny naród, odmiana balijska jest dwa czy trzy razy lepsza. Autostop to pestka, choć z trzy czy cztery razy trzeba się przesiadać, bo sieć dróg jest tak gęsta, że trudno złapać kogoś bezpośrednio. Ostatecznie wypożyczyliśmy motor, co by się sprawnie przemieszczać. Swoją drogą ruch na Bali to czyste szaleństwo, stąd motor jest nalepszą opcją na wymijanie korków. Jeśli macie wyobrażenie tej wyspy jako raju na ziemi, to jest to raj zakorkowany i zatłoczony, choć nadal piękny, a przy odrobinie wysiłku można znaleźć ustronne miejsca.

Sara i Xavier - ludzie ze złota.

Ubud.
O ile miasto jest turystyczne i dość przyjemne, o tyle nasz CS Sara była cudownym przeżyciem. Tak pomocnej, sympatycznej i otwartej na ludzi osoby ze świecą szukać. Dnie spędzaliśmy na zwiedzaniu właściwym (wulkany, świątynie, plaże), wieczorami przebywaliśmy w doborowym towarzystwie Sary, oraz fińskiego muzyka i austriackiego farmera, którzy zainstalowali się u niej na miesiąc. Graliśmy w tysiąca i czuliśmy się jak w domu wśród przyjaciół.
Jedna z naszych dyskusji była odnośnie migracji. Bali, jako bogaty region, doświadcza transmigracji, głównie z Jawy. W ten sposób z wolna ta unikatowa w skali Indonezji kultura może zostać niestety zasymilowana przez muzułmanów.

Korupcja.
Jest powszechna – od policjantów, którzy wlepiają turystom „mandaty”, po polityków, którzy grabią swój kraj poprzez rządowe firmy wydobywcze. Pamiętajmy jednak, że jest to początkująca demokracja, a u nas korupcja też kiedyś była problemem.

Znaczek prawie z Macka, kurczaki prawie z KFC.

Sposób na policjanta. Jeżeli będą chcieli ci wlepić mandat (oczywistą formę łapówki), poproś o czerwone papiery, tzn. mandat, który uiszczasz w urzędzie. Jest bardzo tani, a tak naprawdę bezpłatny, bo dla policjanta to żaden zysk i puści cię wolno.

Jedzenie.
Jest umiarkowanie smaczne i zazwyczaj letnie bądź zimne. Dla Indonezyjczyka jedzenie jest kwestią przetrwania, a nie przyjemności. Stąd kulinarnie są kulawi, w przeciwieństwie do kontemplujących posiłki Włochów, Francuzów czy Chińczyków.

I w końcu ciekawostki.

Ludzie jeżdżą po pijaku, bo nie ma kontroli zawartości alkoholu we krwi.

Na Bali białasy nie płacą za wstęp do klubów, lokalni zaś tak.

Bali jest totalnie zakorkowane. STOP.

Wacha. Narodowy dostawca benzyny ma praktycznie monopol na sprzedaż paliwa (1,5 zł za litr). Jedyna kolnukrencja to Shell, który sprzedaje benzynę po 3 zł za litr. Sic!

Warany z Komodo. Jeśli jesteś na wąskim budżecie, a chciałbyś zobaczyć to leniwe zwierzę, udaj się do zoo w Yogyakarcie, gdzie za 3 zł obejrzysz te potwory i mnóstwo innych ciekawych zwierząt. Jeśli chcesz to samo na wyspie Komodo, musisz wybulić z 300 złotych.

ZDJĘCIA Z BALI DOSTĘPNE SĄ TUTAJ (PICTURES).

Wierny do końca...

Advertisements

6 thoughts on “Aleśmy się Bali! Indonezja cz. II.

  1. Cześć, mam pytanko a propos wynajętych motorów, macie jakieś prawo jazdy, czy specjalnie nikogo tam to nie interesuje?

    • Mamy wyrobione miedzynarodowe prawo jazdy kat. B, czyli samochodowe, ale w Indonezji ono dziala. Podejrzewam, ze polskie prawko tez by zdalo test. W niektorych krajach prawko wogole nie jest wymagane. Na Bali, nawet jesli dostaniesz jakies mandat, to mozesz sie stargowac mocno w dol, a w tekscie jest tez opisany jeden myk na mandaty, wiec czytac, czytac! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s